– Po prostu nie lubię zbiegów okoliczności. – Bledsoe podniósł ręce na znak, że się

- Posłuchaj, Liz... - Przeczesał włosy zmęczonym gestem. - Mam za sobą nieprzespaną noc. Jestem skonany, głodny i mam dość wszystkiego. Przestań dąsać się jak małe dziecko i mów, o co chodzi.
- To, co tutaj powiemy, zostanie między nami, chyba że wcześniej uzgodnimy inaczej.
- Oczywiście, że nie, milordzie. Ja nie mam żadnych perspektyw.
- Nie zapomnij, moja droga, że twój karnecik już jest pełny.
Zawsze to samo, pomyślała, i łzy znowu zaczęły spływać po policzkach.
Zostawiła go, nim zdążył wyjść z sypialni. Potem zobaczył, jak z twarzą zalaną łzami odjeżdżała sprzed domu. Na stole w kuchni znalazł krótki list z informacją, że zadzwoniła do agencji zatrudniającej opiekunki do dzieci i że agencja przyśle kogoś na jej miejsce następnego dnia rano.
Oszukałeś mnie, ale nie pozwolę się upokorzyć. Nie należę do twojej świty pochlebców.
- Dokąd? - spytał Bryce, wypijając ostatni łyk kawy przed wyjściem.
- Podejrzewa, że coś się między nami dzieje. - Bryce lekko się uśmiechnął.
ratowało przed gadulstwem pani Delacroix. Humor psuła jej jedynie świadomość, że wszyscy
wkrótce jakiś znajdzie.
- Widzę, że jednak się nie wyprowadziłeś.
- Jeszcze nie został aresztowany. To wymaga nieco czasu. Skontaktuję się z tobą.
Wiedziała, że nie przekona się, czy może mu zawierzyć własne życie, póki nie zaryzykuje. Mogła zapłacić wysoką cenę, jednak miłość przeważyła szalę.


wewnętrzne podwórze – kwadrat otoczony z dwóch stron rzędem drzwi do pokojów. Na

- To popracuj. Może później znajdziesz więcej czasu dla dziecka.
Była tak przerażona, że nie mogła oddychać, myśleć, działać. Musi się opanować, nie może się rozsypać. Nie może pozwolić, by dosięgnął ją Cień.
Santos przez chwilę stał jeszcze w progu, patrząc z czułością na Lily. Mieszkał z nią, bo go potrzebowała. Bo jej obecność w domu dawała mu poczucie bezpieczeństwa, działała kojąco.

— Moja miła panienko! Kochana, miła panieneczko!

uspokoiła. Odpłynęła trochę i niemal wjechała w inny samochód. Kierowca zatrąbił głośno.
szeptem: – Przez niego przeszłam przez piekło, Liwie, a teraz jego kolej. Czas, żeby i on
pozbawił ją kontroli nad mięśniami. Pomyślała o dziecku... O Boże, czy przetrwało atak

Naciągnęła kołdrę na głowę. Nigdy jeszcze nie słyszała, żeby tak strasznie na siebie krzyczeli. Co prawda słowa nie docierały do niej zbyt dokładnie, ale jej imię nieustannie wracało podczas kłótni. Kiedy tata zawołał „rozwód”, odpowiedział mu sarkastyczny śmiech mamy.

Wszyscy, co do jednego, ale Bentz... byłam na tyle głupia, że mu zaufałam, i to dwukrotnie, a
do Los Angeles poczuje się tu jak w domu, jeśli nie w departamencie, to przynajmniej w
Hayes skończył sikać. Trinidad wyszedł. Może obaj, Bledsoe i Trinidad, mają rację.